Aby być dobrą mamą, muszę być szczęśliwą kobietą!

Mijają prawie trzy miesiąca od pojawienia się mojego dziecka na Świecie. Popijając poranną kawę, patrząc jak Moje Szczęście próbuje złapać maskotki na karuzlce zadałam sobie pytanie: Kiedy stałam się szczęśliwa? Czy od razu po porodzie? Czy dzidziuś już w pierwszych dniach spowodował, że przeobraziłam się w uśmiechniętą, roześmianą mamę?

 

 

I chociaż chciałbym napisać: „Pojawiła się Julka, pojawiłam się lepsza ja!” to tak nie było. I nie chcę wyjść na tą wyrodną Klarę, która w Barwach Szczęścia, ogarnięta depresją poporodową ucieka gdzieś hen, hen 🙂 . Ale… naprawdę czuję się szczęśliwa i w pełni spełniona dopiero teraz! Tak po dwóch – trzech miesiącach!

 

Pierwsze momenty z noworodkiem, kangurowanie, karmienie, poznawczy dotyk, słowa: tata, mama, rodzina… to najpiękniejsze chwilę, które mogą spotkać kobietę. Ja też zatraciłam się w niesamowitej euforii i oprócz rodziny nic, ani nikt do pełni szczęścia nie był mi więcej potrzebny. Czułam, że stał się „cud”, w którym mogłam uczestniczyć i długo nie mogłam dojść do siebie, że ciąża to już przeszłość, a teraz czas na wspaniałe, macierzyńskie życie. Wtedy obolała, w szpitalnej Sali, w objęciach męża mogłam przenosić góry.  Ba, a nawet rzucać nimi na drugi koniec Świata!

 

 

I później nastąpił powrót do domu. Wiecie jak to u mnie było (a jeśli jeszcze nie wiecie to odsyłam do wcześniejszego postu: http://zyciewpieluszkach.pl/czas-do-domu-oczekiwania-a-rzeczywistosc/). Raz pod górkę, a raz z górki. Z zdecydowaną przewagą pod górkę! I chociaż bardzo kochałam swoje dziecko i od pierwszych chwil nie wyobrażałam sobie, że mogłoby jej nie być too… czy byłam naprawdę szczęśliwa?

Zmęczona po porodzie, poszyta, jeszcze spuchnięta, NIEOGRANIĘTA! Brak czasu na jedzenie, a czas na ściągnie laktatora mlekiem. Brak sił, brak snu, a przecież przy dziecko tego potrzeba najbardziej! Wszystko nowe, przepełnione frustrującymi uczuciami. I chociaż każda czynność tyczy się dziecka, tak naprawdę nie ma czasu, aby cieszyć się macierzyństwem. Sprzeczne zdanie, co nie? Ale tak jest.

 

I czy można być szczęśliwą, tracąc swoją kobiecą pewność siebie,

czując początkowy ból i lekki strach?

 

Pewnie są rodzice, którzy poradzili sobie lepiej. I jeśli to Ty jesteś tą kobietą, która od razu stała się szczęśliwa to gratuluję i podziwiam! Ale ja szczęśliwą mamą jestem dopiero teraz.

 

 

Teraz kiedy popijam poranną kawę,

Teraz kiedy Moje szczęście próbuje złapać maskotkę,

Teraz kiedy mam czas wziąć prysznic, zjeść pożywne śniadanie, ładnie się ubrać, pomalować i wyjść z dzieckiem na spacer,

Teraz kiedy nic mnie nie boli, czuję w sobie energię, którą z największą przyjemnością dzielę się z moim dzieckiem,

Teraz kiedy znajduję czas, aby usiąść i napisać kolejne słowa…

 

Bo chyba dopiero stając się nie tylko kochającą mamą, ale również na nowo pewną siebie, akceptującą rzeczywistość kobietą możemy stać się szczęśliwymi mamami.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *