Chwile macierzyńskiej grozy – wymioty po porodzie.

Kobieta, już mama ślicznego chłopczyka, leżała na łóżku przy oknie. Położyła dzidziusia obok swojego brzucha i tak spędzały szpitalny czas. No, prócz nocy, bo podobno pozycja ta nie jest za bardzo bezpieczna. Powiedziałam mężowi: „patrz, jaki piękny widok! I ja tak będę leżała z dzieckiem jak wyjdziesz”.  Tata Julki pojechał na obiad. Ja położyłam noworodka na pleckach w moim łóżku. Zaczęło płakać. Hmm.. jak płacze to z pewnością chce jeść. Nim przyłożyłam buzie dziecka do piersi, ono zaczęło wymiotować zielonymi wodami. Byłam przerażona! Podniosłam córkę i wybiegłam na korytarz do pielęgniarki krzycząc, że mała się dusi. Na wstępnie dostałam reprymendę, że dziecko rodzice mają obowiązek przewozić w wózeczku (ehh… łatwo się mówi, gdy człowiek ze strachu nie wie co robić). Odebrano z moich rąk maleństwo na badania. Po chwili pielęgniarka ponownie przyniosła przebrane dziecko mówiąc, że wszystko jest w porządku.

Przyszłe mamusie, co się potem okazało, zjawisko to jest bardzo często spotkane. Noworodek odkrztusza jeszcze pozostałe wody płodowe. To, że położne kładą dziecko na boczku do łóżeczka, ściśle owiniętego w pieluszkę, to nie temu, że inaczej nie potrafią. To najbezpieczniejsza pozycja dla dziecka. Kiedy wymiotuje lub ulewa nie stanie się mu żadna krzywda. Ja moje maleństwo położyłam główką do góry, kiedy chciało opróżnić brzuszek, zaczęło się dusić. Dla własnego spokoju i bezpieczeństwa, dziecko po każdym przewinięciu i karmieniu włóż z powrotem do łóżeczka. Na przytulaski i całuski przyjdzie jeszcze czas 🙂 .

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *