Pierwsze skurcze. Ile mam czasu?

Jakkolwiek to nazwać: przeczucie, kobieca intuicja to jest „coś” co podpowiada kobiecie, że to właśnie ten dzień, w którym na Świat przyjdzie długo wyczekiwane dziecko. Nie mając żadnych objawów pamiętam, jak w nocy nie mogłam zasnąć i czytałam o pierwszych oznakach porodu. I słusznie. Bo już o 5 rano wybrałam się do toalety i zauważyłam na wkładce czop śluzowy. Czułam, że moja ciąża dobiega końca i wkrótce zostanę mamą!

 

Na kursach, w Internecie przeczytamy: „Jeśli odczujesz pierwsze skurcze to masz jeszcze bardzo dużo czasu”. Twierdzenie to powinno tyczyć się przede wszystkim tzw. Pierworódek (kobiet, która rodzą po raz pierwszy). I pewnie w większości przypadków to się sprawdza. Moje przyjaciółki w między czasie potrafiły posprzątać cały dom, iść na zakupy i przygotować dwa obiady dla męża, aby nie głodował podczas ich pobytu w szpitalu. Rzecz jasna, że lepiej skurcze przeżyć wśród bliskich w domu, niż stresować się na porodówce. Podobno mogą trwać od 6-18h, a ich czas i intensywność powoli się zwiększa. Dopiero kiedy skurcze powtarzają się co 5 minut, warto jechać do szpitala.

Napisałam podobno, bo u mnie było całkowicie inaczej. O 5 rano pierwsze skurcze… bardzo nieregularne. Nawet w pewnej chwili pomyślałam, że należą do tych przepowiadających. Jednak obudziłam męża powiadamiając, aby przygotował się na wieczór. On nieprzejęty, przekręcił się na drugi bok i kontynuował końcową fazę snu. Nie mogłam już zasnąć, postanowiłam zabrać ciepły prysznic, aby sprawdzić czy bóle ustąpią. Zamiast ulgi czułam jeszcze większe parcie. W głowie kłębiły się myśli: „cholercia jak ja dam radę zrobić te dwa obiady i posprzątać cały dom?”, „jak one to robiły?”. Okazało się, że miałam o wiele mniej czasu, niż moje koleżanki! Pierwsze skurcze nie trwały 20 minut, a 10. Ich częstotliwość wzrastała w zastraszająco szybkim tempie. Nie miałam czasu nawet pomyśleć, a siłę znalazłam jedynie na pośpieszanie męża! Szybkie pakowanie, o 8 w szpitalu, o 10:10 na Świecie pojawiło się moje, pierwsze dziecko. I kiedy teraz tu piszę i wszystko na spokojnie mogę przemyśleć, to z jednej strony jestem szczęśliwa, a z drugiej przerażona. Urodziłam bardzo szybko, nie musiałam się tak męczyć – to plus. Ale z drugiej strony ledwo co dojechałam do szpitala, a okazało się, że wypłynęły z mojego ciała zielone wody płodowe. Rodziłam siłami natury, dzidziusia wyjęto błyskawicznie z racji spadającego tętna. Nie obyło się bez interwencji doktora. A co jeśli czekałabym, aż skurcze będą występowały co 5minut? Tak jak radzą położne. Przecież nie zdążyłabym dojechać do szpitala, przecież musiałabym rodzić w samochodzie, przecież tata nie potrafiłby rozciąć krocza, przecież nie bylibyśmy świadomi, że tętno dziecka spada… przecież.. ehh.

Kiedy jechać do szpitala? Teraz wiem, że przy kolejnym porodzie nie będę czekać. I chociażbym miała siedzieć na sali szpitalnej, wysłuchiwać słów położnych, że powinnam czekać w domu i przyjechać na końcową fazę porodu to nie będę zwlekać. Życie i zdrowie noworodka jest najważniejsze. Kochane, jestem przekonana, że większość z Was będzie rodziła w standardowym tempie i faktycznie zdążycie spokojnie wziąć prysznic, zjeść obiad. Same poczujecie, czy to już.  Jeśli skurcze zaczną się co 20-17 minut i nie są bolesne, naturalnie nie musisz się śpieszyć.  Jeśli jednak coś jest nie tak, nie potraficie odmierzyć czasu skurczy warto spakować się i dla własnego spokoju udać do szpitala by spokojnie rozpocząć macierzyńskie życie. Już wkrótce i Wy otrzymacie nowy etat: etat rodziców 24h 🙂

A w szpitalu…zajmą się Wami, mam nadzieję, życzliwi specjaliści :).

3 thoughts on “Pierwsze skurcze. Ile mam czasu?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *