Płaskie, pęknięte brodawki. Jak sobie poradzić?

Próby karmienia, mleko modyfikowane, płaska brodawka, ból ii… próby karmienia, mleko modyfikowane, płaska brodawka, ból… i tak dalej, i tak dalej. Jak już wspominałam problem z karmieniem i przyłożeniem dziecka do piersi towarzyszył mi prawie przez miesiąc. Jak się okazuje, po konfrontacji z koleżankami, sąsiadkami jest to utrapienie wielu młodych, niedoświadczonych matek.

Zacznijmy od początku. A początek był obiecujący. Pamiętacie jak pisałam, że po porodzie Julka od razu chwyciła brodawkę i delektowała się mlekiem? (http://zyciewpieluszkach.pl/48-h-w-szpitalu-jak-przetrwac/).  Wtedy pomyślałam, że bez problemu dogadamy się w kwestii jej mlekowej diety. Hmm… teraz tak rozważam, że ona chyba w ogóle nie jadła, symulowała? :).

W szpitalnym pokoju noworodki albo śpią, albo jedzą. No, albo płaczą! Ale skupmy się na głównej potrzebie: jedzeniu. Nie wiedziałam jak przyłożyć dzidziusia do piersi, na szczęście młode pielęgniarki dawały mi cenne rady jak rozpocząć karmienie. Z początku zarówno mi, jak i mojej mamie wydawało się, że nie mam pokarmu. Gdy ściskałam sutek z trudnością wychodziły z niego jakiekolwiek kropelki mleka. Bo tak się dzieję, że najpierw widać kropelki siarki i nim laktacja naprawdę się rozkręci minie kilkanaście godzin. Ważne, aby dziecko ciągle ssało, by bodźce o potrzebie produkowania mleka dotarły do mózgu.  Ale my miałyśmy jeszcze inny problem. Mała miał trudności z uchwyceniem jednej z brodawek. Była zbyt płaska i Julka nie potrafiła złapać ją usteczkami. Denerwowała się, szarpała. Z  tego też powodu cały czas przykładałam ją do prawej piersi. Na niej próbowała, na niej popełniała błędy! Te nieudolne praktyki sprawiły, że brodawka wyglądała masakrycznie. Jak czerwony, popękany smoczek.

 

Jeśli chciałam karmić dziecko piersią nie miałam wyjścia, musiałam przezwyciężyć ból i nadal przykładać dziecię do cyca, którego potrafi otulić wargami. Dopiero w drugiej dobie szwagierka poleciła mi specjalne nakładki na brodawkę, przypominające idealny sutek. Udało się! Julka ssała silikonową nakładkę, a dzięki temu z piersi wydobywała mleko. Ponadto produkt ten miał chronić przed popękaniem brodawki. Byłam zachwycona! Kiedy dziecko zaczyna pić mleko, to wspaniałe uczucie. I wielki krok do przodu dla każdej kobiety.

Niezachwycona tym widokiem była sąsiadka obok. Twierdziła, że takie nakładki spowalniają laktacje. Dużo o tym czytałam i faktycznie, wiele kobiet, które zaczęły przygodę z karmieniem piersią i  nie przykładały dzieci bezpośrednio do sutków, po pewnym czasie traciły mleko. Co zrobiłam? Nakładałam nakładkę tylko na pierś, gdzie sutek nie był widoczny. A drugą nadal przykładałam do dzidziusia. Cierpiałam… i to bardzo, lecz nie chciałam utracić mleka z obu piersi. Dużo czytałam. Gdzie? Oczywiście w Internecie! A jak wiadomo tutaj różnych, dziwnych rzeczy można się naczytać 🙂. W moich myślach była jedna pierś, która potwornie bolała przy każdym karmieniu. Popękana i czerwona. W drugiej brodawka z nałożoną nakładką  i pierś, która powoli traci mleko. Do tego doszła Julka, która ciągle płakała… byłam przekonana, że jest głodna i muszę  dokarmiać ją mlekiem modyfikowanym. Ale przecież jak zacznę ją dokarmiać, będzie jeszcze mniej ssała pierś i zamiast coraz więcej to pokarmu będzie coraz mniej. Sto myśli na sekundę, stres spowodowały chwilowy zanik mleka. Byłam przerażona, nie wiedziałam co się dzieję. Rodzice pamiętajcie irytacja i strach spowalniają laktacje!

 

Postanowiłam poradzić się pediatry. Pani zapewniła mnie, że nakładki to nic złego, a wręcz przeciwnie. Dzięki nim kształt brodawki nabierze lepszego, bardziej uwydatnionego kształtu. Co do drugiej piersi miałam smarować bepanthenem po każdym karmieniu i wietrzyć ile tylko się da!

 

Stał się cud, dosłanie! Po tygodniu karmienia przyłożyłam Julkę do sutka bez silikonowej nakładki. Tak nagle! Chwyciła! Wyobrażacie sobie co czułam. Byłam tak dumna zarówno z siebie, jak i z niej. Teraz mogłam odciążyć pokaleczoną pierś, ale wiadomo i drugą musiałam nadal karmić by nie utracić cennego mleka. Czy smarowanie coś pomogło? Hmm… w pierwszym miesiącu dziecko cały czas chciało być przy piersi. Co ją nakarmiłam i posmarowałam ranki, ona znowu zapragnęła ssać. Nie mogłam jej odmawiać, dlatego wycierałam nałożoną 5 minut temu maść i bezwładnie poddawałam się bólowi. Tak wytrwałam miesiąc, kiedy powiedziałam sobie dość! To za dużo mnie kosztuje, po prostu nie daję rady, płakałam przy każdym przykładaniu do prawej piersi.

Postanowiłam dać jej odpocząć i odciągać mleko laktatorem. Nie ukrywam, był to trudny tydzień. Ciężko było mi znaleźć czas na wydobywania mleka specjalnym do tego urządzeniem, kiedy córka już płakała, że potrzebuje pożywienia. Poza tym przy piersi powstrzymywała płacz, uspakaja się. Teraz tego jej brakowała. Była markotna, ale ja postanowiłam wytrzymać. Trwało to półtorej tygodnia, próbowałam nie myśleć o tym, że laktacja może zaniknąć. Przez tydzień, kiedy tylko zostawałam sama w domu, chodziłam bez koszuli, smarowałam sutek własnym mlekiem i specjalnymi maściami. Ranka powoli zaczęła się goić… po tygodniu znowu spróbowałam. Dziecko przy lewej piersi nabrało praktyki, już nie szarpało, już chwytało całą brodawkę, a nie tylko sutek.

Udało się, ból minął!!! Odzyskałam obie piersi i stałam się spokojniejszą mamą 🙂.

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *