Szkoła rodzenia. Czy warto?

Szkoły rodzenia prześcigają się w oferowanych kursach, po atrakcyjnej cenie. Co ja gadam, czasem nawet są bezpłatne. Szeroki program, najczęściej obejmuje wszelkie aspekty ciąży i późniejszego macierzyństwa. Dla kogo szkoła rodzenia? Przede wszystkim dla par, które spodziewają się pierwszego dzidziusia. I to właśnie My. Bezradne owieczki, które na samą myśl o kąpaniu dziecka w przerażonych oczach wyobrażają sobie jak rozpaczliwie płacze i woła o pomoc!  Osoby bardziej doświadczone z pewnością poradzą sobie z przebraniem pieluszki, podnoszeniem noworodka nie wywijając jego wiotką główką na wszelkie strony Świata.

Razem z przyszłym tatą zdecydowaliśmy się na  przyśpieszony kurs weekendowy. Nie wyobrażam sobie przez dwa miesiąca uczęszczać do szkoły, mając wokół tyle obowiązków! Czy było warto? Oczywiście! Samo przebywanie wśród innych ciążowych brzuszków powodowało, że jeszcze bardziej pokochaliśmy nasze, rosnące serduszko. Doświadczeni, często bardzo pozytywni ludzie, przekazują w prosty sposób informacje, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Bo skąd miałam wiedzieć jak przewijać malucha, albo co robić gdy dziecko traci oddech? Jak oddychać podczas porodu? Lub, że główka dziecka po urodzeniu wcale nie będzie idealnie zaokrąglona jak pokazują filmowe ekrany? Zapisując na kartce nurtujące pytania, bardzo szybko otrzymałam wyczerpujące odpowiedzi. Bezpieczne podnoszenie dzidziusia, przenoszenie do wanienki, przebieranie – przez weekend nauczyłam się jak być idealnym rodzicem (a i tak po porodzenie, robiłam wszystko inaczej, popełniając każdy możliwy błąd 🙂. Nie bój się próbować! Co drugiej parze pluszowe dziecko spadło na materac lub główką uderzyło witrynę od drzwi. Podobno to całkiem normalne :).

Wiele przyszpitalnych szkół proponuje również oprowadzanie po porodówce! Pamiętam, jak maluch w moim brzuchu zaczął mocno kopać słysząc nowo narodzone dzieci. Kto wie, może usłyszała gdzieś tam, głos przyszłego męża 🙂 . Dobrze poznać miejsce i ludzi, aby poczuć się swobodniej podczas porodu. Szkołę polecam przede wszystkim kobietom w ciąży między 5-7 miesiącem ciąży. Dlaczego? Bo to wspaniały czas! Już widzimy wystający brzuszek, a jesteśmy na tyle sprawni, że z łatwością wykonujemy wszelkie ćwiczenia zalecane przez instruktora. Pamiętam przemiłą dziewczynę, która za dwa tygodnie miała urodzić swoje, pierwsze dziecko. Justyna, bo tak jej było na imię, ledwo mogła podnieść się z dmuchanych poduszek, a na słowo „poród” pot zalewał jej bladą buźkę.

Aaaa… mamusie nie zapominajcie, że na kurs ubieramy wygodne spodnie, leginsy, a nie króciutkie spódniczki. No chyba że chcemy, aby męska część publiczności zapomniała o swoich żonach, dziewczynach i kochankach.

Tylko jedna sprawa wywoła rozczarowanie kursem. Nie mogę zaprzeczyć, że wiedza którą pozyskałam podczas spotkań ułatwiła mi pierwsze chwilę z maleństwem. Jednak mam za złe, że nikt nie przedstawił całej prawdy o tym jak będzie. Po szkole uważałam, że to wszystko  nie jest takie trudne, że czas macierzyństwa jest usłany kwiatami i szczęściem. Nikt nie powiedział, że może być inaczej, że czasami zabraknie sił, że potrzeba czasu i wytrwałości. Nikt nie przygotował Nas psychicznie do bycia rodzicami… a czy tak naprawdę, to nie jest najważniejsze? A może nie da się do tego przygotować, tylko sami musimy to przeżyć?

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *