Witaj dzidziusiu! Kilka godzin po porodzie.

Kangurowanie to metoda stosowana już chyba w każdym szpitalu. Kiedy noworodek przychodzi na Świat kładzie się go pod koszulkę mamy (czasami taty), aby poczuł ciało, ciepło oraz bezpieczeństwo. To moment wyłącznie dla Ciebie i dziecka. Cisza i spokój. Emocje powoli opadają… czujesz jak stajesz się całym Światem dla bezbronnej istoty.

Po porodzie, kiedy doktor zszywał to co miał do zszycia, Juleczka leżała na moim ciele. To chyba najpiękniejsza chwila podczas całego pobytu w szpitalu. To co kiedyś wydało się abstrakcją, nagle wtulone było w moje ciało. Mała leżała spokojnie, a ja płakałam ze wzruszenia. Emocjonalną chwilę przerwała położna, której kolejnym zadaniem było umycie malucha. Już po chwili przewieźli nas do przyciemnionej sali. Przez krótki czas byłam tam tylko ja, mój mąż i ona. W ciszy przyglądaliśmy się sobie. O tak… jesteśmy rodzicami! Moment ten na długo będzie królował w mojej pamięci. To pierwsze chwile, gdy mogliśmy spokojnie przyjrzeć się naszej mieszańce genów. Julcia wyglądała śmieszne. Spuchnięta buzia, zamknięte oczy. Z początku przypominała grubiutkiego, małego Chińczyka.

Chwila piękna, lecz krótka. Nagle przywieziono kolejną kobietę i kolejne dziecko. Pani w wielkich emocjach opowiadała jak to przybyły z nią Pan świetnie się spisał, ale że to nie on jest tatą dziecka. Pan i tak się cieszył, więc chyba układ im odpowiadał :). Po Pani przyjechało śniadanie. Dwie bułki, masełko i parówka. Niebo w gębie! Chyba nigdy takie proste „coś”, tak bardzo mi nie smakowało. Nawiasem jak dotarłam do swojego pokoju kobiety komentowały, że parówki musiały być stare, bo strasznie śmierdziały. Hmm… zachwiane zmysły poporodowe?:).

Następnie przyłożono dziecko do mojej piersi. Noworodek od razu chwycił brodawkę i w spokoju ciągnął jeszcze niedoskonale, wykształcone mleko. Pamiętam jak patrzyłam na ten obraz z uśmiechem na twarzy, będąc przekonana, że to dobry znak i, że nie będę miała problemów z karmieniem. Prawda okazała się inne. Ale wracając do tematu. W szpitalach domagają się, abyśmy po ciąży jak najszybciej doszły do siebie. Mnie zostawiono dopiero co poszytą na łóżku o godzinie dwunastej. Przez sześć godzin nikt nie zapytał czy mi w czymś pomóc? Czy wiem jak karmić i przewinąć dziecko? Nie wiedziałam czy mogę iść pod prysznic, czy mogę ściągnąć igłę z mojej ręki. Dzięki Bogu miałam obok siebie męża (już szczęśliwego tatę), który szybko rozwiewał każde moje wątpliwości. Gorzej miała kobieta obok, po cesarskim cięciu. Ciężko było się jej wstać, a pielęgniarki wręcz domagały się samodzielności. Na pytanie czy pomogą się jej podnieść, usłyszała odpowiedź: „Tu każdy powinien sam wstawać, pierwszy i ostatni raz”.

Piszę to po to, abyś miała obok siebie kogoś bliskiego. Jeśli nie masz męża, może przyjaciółkę? Lub mamę? Na prawdę razem jest o wiele łatwiej wkroczyć w Świat macierzyństwa. Juleczka leżała w swoim łóżeczku, była bardzo popuchnięta, ale prześliczna! Przez kolejne pięć godzin obserwowaliśmy jak słodko śpi. Po porodzie również dziecko jest bardzo zmęczone. Korzystaj z tej chwili, prześpij się również Ty. Na podziwianie dziecka będziesz miała jeszcze czas, a uwierz, że to może być jej najdłuższy sen przez kolejne miesiące 🙂 .

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *